A gdybym był młotkowym, w fabryce z młotkiem szalał, to co byś powiedziała, czy coś byś przeciw miała?”

Trzynasty Blog. Kiepsko. Będę robił save po każdej literce, tak na wszelki wypadek. Nie wiem co tam u Was, ale ja tu siedzę sobie wypluty w piątkową noc i próbuję sobie przypomnieć co też działo się ostatnio w firmie. Chyba założę jakiś pamiętnik sobie, by notować codziennie. Teraz jedyne co mi przychodzi do głowy to ból, ból, dużo bólu… Tydzień był straszny.

Wiecie, co? Nie będzie chronologicznie. Może nawet będzie wspak. Ot, będzie jak będzie. Zacznijmy więc od dziś. Kłócę się grzecznie z Michałem o jakąś mało istotną sprawę związaną z Piratami, gdy nagle w dyskurs wprowadza się Blaszak i mówi:

– Ciekawe, jakby wyglądała redakcja, gdyby tu pracowały trzy kobiety.

Patrzę na niego jak na wariata. Michał podobnie. 

– Co?! – pyta w końcu Michał

– No bo wiecie, że wasze kłótnie mają podłoże homoseksualne, nie?

– Blaszak, o czym ty…? – Michał nie może uwierzyć

– Tak, Blaszak, i opowiedz nam jeszcze, że jeśli nasze szczoteczki do zębów nie są w odległości trzech metrów od sedesu, to są narażone na wpływ bakterii kałowych.

– A nie, to trzymam na specjalne okazje…

A tak w ogóle to odebraliśmy dziś z drukarni Zombiaki. Użerałem się z tym przez cały tydzień. Codziennie (tak,codziennie) byłem w drukarni dwa razy dziennie (tak, dwa razy dziennie). Specjaliści od cięcia spieprzyli nam coś koło 50 kompletów kart i zepsuli wykrojnik. Czasami dzieją się po prostu takie rzeczy, że człowiek zwyczajnie nie wierzy, że to możliwe. Otóż, w Polsce możliwe jest wszystko. Taki kraj, który jest jednym wielkm LARPem Science Fiction. 

W każdym bądź razie, Zombiaki są już w redakcji. To może o tym napiszę. Pewnie niewielu z Was wie jak to przebiega. Otóż, nie. Nie dostajemy z drukarni pięknych, zapakowanych,gotowych do sprzedaży talii. Dostajemy pudełka w arkuszach, które trzeba złożyć i posklejać, otrzymujemy kilka kartonów kart, przecudnie wymieszanych, które trzeba rozdzielić w sztapelki (500 krwi, 500 beczek, 500 Reflektorów…), a potem, jak będzie cały stół w sztapelkach, to bierze się i składa z tego talię.Jeden Reflektor, dwie Krwi, dwie Beczki… I tak siup, 500 razy. A jak się złoży talię, to trzeba ją wcisnąć do pudełka. I trzeba jeszcze wcześniej wziąć instrukcje, złożyć i też tam wcisnąć. Też 500 razy.

Blaszak pełnił dziś funkcję Operatora Procesu Pudełkowego, czyli siedział z pędzelkiem, wikolem i arkuszami pudełek i kleił to w najlepsze. Ja robiłem sztapelki. Michał robił dalej Piratów.

Wczoraj z kolei robiliśmy NS limitowaną, mamy już wycięte i oszlifowane blachy. Mamy też wreszcie wszystkie podręczniki – ostatnią partię odebrałem w poniedziałek! Po tym więc jak już zakończył się proces cięcia i szlifowania blach, rozpoczął się proces ich numerowania. Każdy podręcznik jest numerowany, więc na każdej z blaszek trzeba wybić numer. Na przykład 005, 034 lub 123… Dużo numerów. Każda blaszka to trzy numery, a blaszek jest coś koło 200, co daje sporo ponad pół tysiąca walnięć młotkiem. 

I tu muszę zdradzić tajemnicę Firmy. Blaszak nie potrafi obsługiwać młotka. 

Kiedy wczoraj Michał robił Piratów, a ja pakowałem przesyłki Portal+ i mordowałempracowników drukarni, wypadło na Blaszaka, że ma wybić te numery. Wziął więc Blaszak blaszkę, wziął młotek, numerator i siup.

Patrzę i widzę, że chłop nie potrafi walnąć tym młotkiem. Wali raz i drugi, miast raz a silnie. A jak się dwa razy walnie w numerator, to krzywo numerek wychodzi. 

– Daj to! – mówi Michał i sam próbuje. Dup, uderza w numerator i jest numerek. Patrzy zdziwiony na Blaszaka. – W czym problem?! 

Blaszak bierze numerator, młotek. Dup, dup. Dwa ciosy. Numerek rozmyty.

– Blaszak, raz uderz, nie dwa razy.

– Dobrze. Sorry. – Blaszak bierze do ręki młotek. Dup, dup. – Sorry, bo za słabo uderzyłem za pierwszym razem. Wiem, raz uderzyć. 

Koncentruje się, celuje. Dup, dup.

W tym momencie poskładałem się ze śmiechu. Michała krew zalała. 

– Blaszak, kurwa, wiesz co to znaczy raz uderzyć? Raz. Zapamiętaj. Raz.

– Spoko. 

Dup, dup.

– Nie potrafię. 

No i skończyło się tym, że jak przystało na Prezesa, musiałem wziąć sprawy w swoje ręce. Michał wrócił do Piratów, Blaszak za karę dostał do wykończenia rozdział ze sztuczkami w Piratach, a ja waliłem młotkiem do końca dniówy.

Ogólnie mamy w Firmie straszny okres. Premiera Zombiaków,premiera NS limitowanej i prace na jaknajszybszym oddaniem do druku Piratów. Wychodzę do Firmy przed dziewiatą, wracam około dziewiętnastej, padnięty i wykończony. Na szczęście skończyły się upały – bo to była już prawdziwa tortura. Przez weekend siedzę jeszcze nad ostatnimi fragmentami Piratów. Kolejny tydzień to dni wielkiego finiszu – w poniedziałek nocujemy w Firmie, i marzymy, by we wtorek dzięki temu zamknąć Piratów. Zombiaki będziemy składać, gdy Michał będzie składał na kompie Piratów i nie będziemy mieli już nic do roboty przy dodatku. Limitowana aktualnie poszła do zaprzyjaźnionej firmy i się wierci. Potem nitowanie. Ciągnie się to jak krew z nosa, ale nie da się niestety oszukać czasu, każdą blaszkę trzeba wyciąć, każdą oszlifować, na każdej wybić numer, podmalować, go… A minuty mijają…

5 sierpnia 2005 roku

Ignacy Trzewiczek