Sierpień trwał a wraz z nim konwentów czas. Tym razem Wizkon. Nie ma jeszcze Spotify ani google maps a w radio ciągle gra Crazy Frogs…


Tym razem dotarliśmy bez problemów. Podobnie jak w zeszłym roku, Międzyrzec Podlaski okazał się leżeć w diabły daleko od Gliwic, ale dzięki Atlasowi Samochodowemu nie zwiększyliśmy tej odległości dwukrotnie, tak, jak miało to miejsce rok temu. Chwała pilotowi!

Droga mijała nam szybko, raz że cięliśmy ostro, dwa, że radio miło przygrywało. No, przynajmniej momentami miło. Momentami bywało gorzej. O tym przygrywaniu pozwolę sobie jeszcze powiedzieć dwa słowa, bo wiąże się z nim jeden z zabawniejszych dialogów, jakie ostatnio przeprowadziłem z Blaszakiem. Otóż gdy tak sobie miło grało to nasze radio, nadstawiłem ucha i udało mi się wyłowić, że śpiewa akurat Phil Collins, i że śpiewa swój przebój: „You can’t hurry love”. Pytam więc refleksyjnym tonem Blaszaka, co to dokładnie znaczy, a Blaszak mi na to… Zresztą posłuchajcie, było to tak:

Phil Collins: You can’t hurry love, la, la, la

Trzewik: Blaszak, co to znaczy?

Blaszak: Nie możesz mieć miłości.

Trzewik: Nie „have love”, ale „hurry love”!

Blaszak: Nie możesz mieć miłości, Harry.

W końcu dojechaliśmy. Nauczeni doświadczeniem, wpierw udaliśmy się do sklepiku, by kupić sobie kolację, a potem rozłożyliśmy stoisko, rozbijając się obok Rebela. Aby atmosfera była miła, dałem Mrokowi (szef Rebela) ograć mnie w Zombiaki. 

W piątek nie prelengowaliśmy, więc spędziliśmy cały wieczór na stoisku plotkując w najlepsze z fanami, z Rebelami, Wolf Fangami i każdym kto miał ochotę na plotki. W sobotę ruszyliśmy zaś z prelekcjami. Na spotkaniu o planszówkach obgadywałem konkurencję i jej działania, na spotkaniu z Portalem pokazałem egzemplarz limitowanej NS, na spotkaniu o prowadzeniu Dark Fantasy… No właśnie. Tu chciałbym podziękować organizatorom konwentu, bowiem ujęli mnie za serce. W chwili, gdy wszedłem do sali, włączyłem muzykę, rozłożyłem podręczniki i książki, którymi miałem się posiłkować na prelekcji, za oknem zaczęło się dziać coś niezwykłego, niebo spochmurniało, chmury zakryły słońce i lunęła potężna ulewa. Gdy prelekcja się zakończyła, słońce ponownie wyszło a deszcz ustał. Jeszcze nigdy, na żadnym konwencie organizatorzy nie zdołali wpłynąć na pogodę i aurę i szczerze gratuluję Wizkonowi tej zdolności.

Dodam tylko, że tego dnia jeszcze raz lunęło za oknami. Gdy rozpoczynałem konkurs Wydawnicwta Portal. Został powitany owacjami. Zaraz potem pojawiła się tęcza, która wprawiła uczestników w doskonały nastrój.

Na konwencie prezentowaliśmy Spadamy (ang. Falling) oraz nowe Zombiaki. Obie gry wzbudziły zasłużony aplauz, sprzedaliśmy prawie 20 talii do Zombiaków i drugie tyle zachęciliśmy do naszych spadających krów. Było super. Przegadaliśmy godziny z fanami, rozdaliśmy kupę autografów i bawiliśmy się rewelacyjnie. Wizkon ma w sobie jakąś trudną do wyjaśnienia i ogarnięcia magię, która sprawia, że mimo iż jest tak daleko, bez szemrania wsiadam w brykę i jadę na ten konwent. Wszystkim bardzo polecam tą imprezę. Dziękujemy organizatorom konwentu, dziękujemy Wiedźmakowi (już ty chłopie wiesz za co!), dziękujemy fanom, którzy spędzili z nami kupę czasu i naładowali nam akumulatorki do dalszej pracy.

Ignacy Trzewiczek

21 sierpnia 2005 roku